Ruben Montedónico, kontakt wywiadowczy „Monarca” rezydentury Meksyk
Do listy Urugwajczyków zatytułowanej „Agenci i inni” należy dodać nazwisko innego Urugwajczyka, mieszkającego od 1976 roku w Meksyku i posiadającego wówczas włoski paszport.
Zdjęcie, które Montedónico przekazał Erényi na początku ich znajomości. Dziennikarz ten 
był kontaktem oficera wywiadu posługującego się pseudonimem „Hrubiš” (prawdziwe nazwisko: Jozef Erényi, oficjalnie pierwszy sekretarz ambasady Czechosłowacji ds. prasy). Cały podtom w tomie „Meksyk – baza” (nr rej. 12555/336) poświęcony jest temu kontaktowi, który prawdopodobnie został rozpracowany przez wywiad w okresie od stycznia 1988 do końca 1989 roku.
Po pierwszym wzajemnym „podejściu”, gdy jeszcze nie doszło do bezpośredniego rozpracowania wywiadowczego, „Hrubiš” napisał o dziennikarzu meksykańskiej gazety „El dia”: „Lubi, gdy go słuchają, prezentuje lewicowe poglądy. Silnie zabarwia to postawą antyamerykańską. Wymieniona osoba ma około 45 lat, wąsy i 173 cm wzrostu. W rozmowie wyraził wątpliwości – bardzo umiarkowane – co do przebudowy gospodarczej ZSRR. Wysoko ceniła wysiłki pokojowe ZSRR i osobiście M. Gorbaczowa w walce o pokój na świecie”. Erényi pochodził ze wschodniej Słowacji i z języków obcych władał rosyjskim, hiszpańskim i angielskim. Od 1975 roku służył w StB (Federalnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych). Do Meksyku udał się w stopniu kapitana, a w 1988 roku został awansowany do stopnia majora.
Szacunek oficera wywiadu, który wcześniej spędził już trzy lata na rezydenturze StB w Madrycie (1980-1983) i przebywał w Meksyku od 1987 roku, był prawie trafny. Montedónico urodził się w 1948 roku, miał więc 40 lat. W pierwszej fazie tego „podejścia” chodziło o kontakt, który można było łatwo uzasadnić oficjalną misją Erényi – był on tzw. drukarzem (tak w żąrgonie dyplomatycznym nazywano dyplomatów od spraw mediów) i jako taki, co naturalne, poszukiwał kontaktów dziennikarskich, aby znaleźć możliwości promowania czechosłowackich interesów w meksykańskiej prasie.
Ruben Montedónico był jednak obiektem zainteresowania zawodowego szpiega, który kontynuował pogłębianie z nim kontaktu. W czerwcu 1988 roku, w notatce opisującej kolejny kontakt w restauracji Boca del Rio przy Av. San Cosme (wydaje się, że restauracja nadal istnieje i wygląda teraz tak, jak ta na zdjęciu z Map Google po prawej), „Hrubiš” już wcześniej zbadał jego możliwości i chęci.
Na spotkaniu w tej właśnie restauracji, serwującej przysmaki z owoców morza, doświadczony szpieg zauważył najpierw, że niektóre informacje przekazane przez kontakt miały charakter „wywiadowczy” i zostały już wykorzystane przez rezydenturę i przesłane tzw. krótką drogą, czyli szybko. Wtedy zrodził się pomysł, aby dziennikarza gazety „El Dia” wykorzystać jako kanał AO (działań aktywnych).
W listopadzie tego samego roku „Hrubiš” z dużą pewnością siebie twierdzi, że kontakt jest już rozpracowany, przynajmniej w kategorii wywiadowczej, że jego gotowość do publikacji artykułów o działaniach meksykańsko-czeskich została zweryfikowana (tu wspomniał o tekście o elektrowni Las Peňitas) i że „przyspieszenie prac nad kontaktem umożliwi jego realizację zarówno w kategorii RK /kanał dystrybucji/, jak i w kategorii „DS”. Reporter miał tu na myśli agencyjną kategorię kontaktu poufnego (po czesku Důvěrný styk, po polsku to Kontakt Operacyjny).
Na tej notatce widać, że ktoś odręcznie napisał instrukcję z prośbą o ocenę możliwości wprowadzenia do wyższej kategorii.
.
W sierpniu „Hrubiš” po raz pierwszy wręczył ES (czyli tzw. zarejestrowanemu kontaktowi) drobny upominek – koszyk z szlifowanego szkła. Był to drobny gest z okazji jego urodzin (10 sierpnia). Montedónico, w końcu, świętował czterdziestkę. Prezenty były wykorzystywane w praktyce wywiadowczej jako pierwsza forma nagrody motywacyjnej, kiedy oficer prowadzący powoli przywiązaywał do siebie informatora – przekazujesz informację – dostajesz nagrodę. Musiało to być robione z wyczuciem i taktem, dlatego zazwyczaj najpierw korzystano z drobnych gestów z funduszu reprezentacyjnego rezydentury. Jeśli oficer widział, że informator przyjął prezent bez skrępowania lub z udawanym zażenowaniem, co szpieg, który również ukończył szkolenie psychologiczne, potrafił rozpoznać, otrzymywał sygnał, że przynęta działa i można ją dalej wzmacniać.
W podtomie po tej dacie znajdują się szyfrowane wiadomości z konkretnymi informacjami politycznymi, które dziennikarz przekazał, a które oficer prowadzący uznał za ważne i wysłał do centrali wywiadu. W styczniu 1989 roku dziennikarzowi nadano już pseudonim „Monarca”. W tym samym miesiącu StB zwróciła się do KGB z prośbą o przeprowadzenie lustracji Montedonico. Była to standardowa procedura, polegająca na ustaleniu, co tak zwani przyjaciele wiedzą o osobie, w której wywiad miał już istotny interes, lub upewnieniu się, że służby, jeśli KGB współpracowało z tą osobą, nie dublowały się i by ewentualny konflikt interesów został rozwiązany w odpowiednim czasie.
Odpowiedź KGB nadeszła 13 lutego 1989 roku i stwierdza, że Sowieci znają osobę MONTEDONICO RUBEN od 1987 roku, że jest żonaty (jego żona jest Meksykanką), pochodzi z Urugwaju i utrzymywał oficjalne kontakty z ambasadą sowiecką w Meksyku. KGB nie posiadało żadnych materiałów kompromitujących go.

Oznaczało to zielone światło dla ewentualnego głębszego rozpracowania, ponieważ KGB dało tym samym jasno do zrozumienia, że zna tę osobę, ale z nią nie współpracuje.
W marcu, w przełomowym roku 1989 roku, „Monarca” został oceniony przez Centralę jako źródło informacji w rezydenturze, które osiągało wysoką produktywność w działalności informacyjnej przy niskiej częstotliwości spotkań, dlatego też stwierdzono, że rozpracowywana osoba posiadała zdolności wywiadowcze i że istniała całkiem realna perspektywa pozyskania jej do współpracy w tym okresie planowania. Około maja „RS Monarca” przestał pracować w gazecie „El Dia” i znalazł miejsce w czasopiśmie „Unomásuno”, co, według niego, wynikało bardziej z powodów finansowych. W tym czasie czechosłowacki oficer wywiadu podarował mu drugi prezent – butelkę whisky.
I jest to de facto ostatni wpis w tym podtomie, pochodzi z czerwca 1989 r. Ponieważ nowym stanowiskiem Montedónico w meksykańskiej gazecie było stanowisko korespondenta zagranicznego, jest prawdopodobne, że ta okoliczność znacznie utrudniła zorganizowanie spotkania, głównie ze względu na częste wyjazdy zagraniczne źródła.
W każdym razie spotkanie prawdopodobnie nie odbyło się aż do listopada, a potem wiemy, co się stało – koniec reżimu komunistycznego w Czechosłowacji i późniejsza likwidacja StB.
Warto uwypuklić jeszcze jeden wątek, który pojawia się w dokumentacji StB związanej z Montedonico, a na który najpierw omalże nie zwróciłem uwagę. Ale gdy go połączymy z tym, co opisałem w dopisku pod tekstem, co dotyczy jeszcze urugwajskiej przeszłości „Monarca”, sprawa wydaje się być warta opisania…
W lutym i marcu 1989 roku wywiadowca raportując spotkania z Rubenem Montedonico wspomniał o tym, że jego rozmówca mówiąc o swej pracy zauważył, że jest właściwie ekspertem na Amerykę Środkową i kraje południa kontynentu. I w związku z tym „prawie wszyscy czołowi dziennikarze w Meksyku w ramach swoich specjalizacji są wzywani do Ministerstwa spraw wewnętrznych niczym wyspecjalizowani doradcy polityczni…” Na tę uwagę czechosłowacki wywiadowca miał niby żartem stwierdzić, że w takim razie i on jako specjalista na pewno nie jest omijany, na co Montedonico z poważną miną odpowiedział, że „jakakolwiek odmowa oznacza dla danego dziennikarza nie tylko utratę możliwości zarabiania, ale i fizyczną likwidację.” To zdanie w notatce „Hrubiša” ktoś w praskiej centrali wywiadu grubo podkreślił i dopisał uwagę ze znakiem zapytania, wyrażając wątpliwości, czy takie stwierdzenie jest zgodne z prawdą. Dodajmy, że nawet w komunistycznej Czechosłowacji w tych czasach odmowa współpracy z MSW nie oznaczała fizycznej likwidacji takiego śmiałka.
„Hrubiš” do tematu wrócił w kolejnej notatce w marcu – dopytał Urugwajczyka o tę sprawę chcąc się dowiedzieć, czy taka ekspercka współpraca jest przez meksykańskiej MSW należycie zapłacona? Kontakt odparł, że pensja dziennikarza o jego zdolnościach wynosi ok. 1,5 miliona pesos meksykańskich, natomiast MSW wypłaca miesięcznie 1 milion pesos. Czyli „motywacyjny element jest dosyć mocny” zauważył czechosłowacki szpieg w swej notatce. Centrala chciała sprawę jeszcze drążyć i uzyskać pewność, czy aby „Monarca” nie jest w rzeczywistości agentem podwójnym, ale tej kwestii już nie zdążono wyjaśnić.
Jeśli chodzi o „Hrubiša”, dokumentacja służb wywiadowczych wskazuje, że opuścił Meksyk 23 października 1989 roku. To oznacza, że odwołano go jeszcze przed tzw. Rewolucją Aksamitną, czyli jest bardziej prawdopodobne, iż po prostu wyczerpał on swój trzyletni okres planowanego pobytu na rezydenturze w Meksyku.
Jest zatem oczywiste, że oficer kadrowy Pierwszego Zarządu SNB (tj. StB) po prostu nie miał czasu na zwerbowanie dziennikarza urugwajskiego pochodzenia jako tajnego współpracownika czechosłowackiego wywiadu, nie zdołał go też przekazać innemu oficerowi StB, w jakiś sposób z powodu siły wyższej, po prostu zainterweniowała Historia.
Jeśli chodzi o Montedónico, oczywiste jest, że pozostał wierny swoim lewicowym poglądom, o czym można się przekonać, czytając jego artykuły dostępne w Internecie, które publikował niemal aż do swojej śmierci 19 grudnia 2025 r. (https://www.jornada.com.mx/2025/12/21/politica/006n1pol), na przykład w urugwajskim tygodniku Voces.
Do końca swojego istnienia czechosłowacki wywiad komunistyczny stosował metodologię, zgodnie z którą starał się współpracować z osobami o tzw. poglądach postępowych. Choć nie mogli oni być członkami partii komunistycznych, zazwyczaj byli to ludzie o wyraźnie marksistowskich lub lewicowych poglądach. Inną okolicznością sprzyjającą ewentualnemu pozyskaniu tajnego współpracownika były jego antyamerykańskie, a co za tym idzie, antyimperialistyczne poglądy. Wszystko to spełniło się w opisanym przypadku. Zawiódł jedynie czynnik czasu.
Formalnie rzecz biorąc, Rúben Montedónico Rodriguez nie był agentem wywiadu współpracującym z wywiadem komunistycznej Czechosłowacji. Stał się jednak obiektem zainteresowania tej służby (jego istnienie odnotowało również sowieckie KGB) i w ramach tego wstępnego etapu kontaktu między zawodowym szpiegiem a obiektem doszło do swoistej interakcji i przekazywania informacji. Śmiem twierdzić, że zwłaszcza w Meksyku, swoistym raju dla szpiegów, inteligentny dziennikarz musiał szybko wyczuć, na czym tak naprawdę polega ta relacja. Że to nie tylko powierzchowny kontakt z dyplomatą z kraju komunistycznego. Być może powodem zmiany pracy, która oznaczała więcej podróży i mniej czasu spędzonego w Meksyku, było uświadomienie sobie, czym jest drugie dno nowej znajomości? Trudno powiedzieć. Możemy tylko spekulować, nie będziemy pewni.
Vladimír Petrilák
Jeszcze jedno uzupełnienie
Po lewe

j widzimy screen z akt uruguwajskiej tajnej policji (Archivos del Terror de Uruguay – Archivo SID (Berrutti) – Rollo 726 – Documentos de 1985 del Dpto I con Registro de Entrada 5438 al 5998
by Servicio de Información de Defensa (SID)) zgodnie z którym to dokumentem Ruben Montedonico wystąpił o azyl na ambasadzie Meksyku we wrześniu 1976 r. Natomiast wyjechał do Meksyku z Urugwaju 29.10.1976.
Bardzo istotnym zapisem jest ten pierwszy: integrante del P.V.P., adnotacja ta wskazuje na to, że R. Montedonico był członkiem PVP, czyli Partido por la Victoria del Pueblo (Partia na Rzecz Zwycięstwa Ludu).
Ta skromna adnotacja nieco gmatwa pozornie prostą sprawę azylu. Owa „partia” była organizacją terrorystyczną, która m.in. zorganizowała uprowadzenie przedsiębiorcy Federico Harta, za zwolnienie go otrzymała okup w wysokości dziewięciu milionów (!) dolarów amerykańskich. Organizacja ta powstała w lipcu 1975 r. w Argentynie jako jedna z odnóg pogrobków urugwajskich Tupamaros. W Argentynie dlatego, gdyż tam schronili się niedobitki y rozbitych w Urugwaju organizacji wywrotowych. W marcu 1976 r. w Argentynie miał miejsce wojskowy zamach stanu, więc i tam zaczęto ostro zwalczać wszelkie bojówki lewackie i terrorystyczne. W tym i PVP. To działo się w koordynacji ze służbami urugwajskimi. W tym kontekście wzmiankowana jest owiana ciemną sławą „Operacja Condor”. Istotne jest to, że w czerwcu 1976 r. PVP w ramach działań argentyńskich służb PVP została rozproszona. I co ciekawe, duży udział w tym miała w maju tego roku zatrzymana (istnieją różne wersje – według jednej sama się zgłosiła, według drugiej – została uprowadzona przez tajną policję) Maria del Pilar Nores Montedonico, sekretarka szefa PVP Gerardo Gatti’ego (Gerardo Gatti). Jej zeznania (podobno wymuszone torturami) prowadziły do sparaliżowania działań tej organizacji. Podobno z kierownictwa tej „partii” nie przeżył nikt, poza jedną osobą, wszyscy zniknęli, zostali prawdopodobnie unicestwieni przez argentyńksie tajne służby. W ramach tej obławy został zatrzymany także brat pani Marii, Alvaro Montedonico. Jako współpracujący z policją Maria i Alvaro Montedonico zostali w grudniu 1976 r. zwolnieni.
Jak na razie nie udało mi się ustalić (nie jest to wcale takie proste), czy Maria del Pilar Nores Montedonico i Alvaro Nores Montedonico byli w jakiś sposób spokrewnieni z Rubenem Montedonico. Łączy ich PVP i w jakiś sposób kalendarium wydarzeń związanych z obławą, której celem była ta organizcja.
PVP
John Dinges w książce „Czas Condora” (wydawnictwo Czarne, 2015) pisze: „…obława na urugwajskich lewicowców zaczęła się już w pierwszych dniach po zamachu stanu w Argentynie i obejmowała zarówno działania na terenie tego kraju, jak i operacje prowadzone na terytorium Boliwii i Urugwaju. Celem tej czystki byli nie tylko Tupamaros i politycy umiarkowanej opozycji urugwajskiej,…, ale także członkowie nowo utworzonej Partii na rzecz Zwycięstwa Ludu (Partido por la Victoria del Pueblo – PVP) oraz jej skrzydła zbrojnego używającego nazwy Organizacja Ludowo-Rewolucyjna „”33 Orientales”. PVP, mająca korzenie anarchosyndikalistyczne, w samym Urugwaju nie mogła wyjść z cienia Tupamaros, ale na emigracji w Argentynie to ugrupowanie stopniowo zyskiwało nowych członków, pieniądze i coraz większą śmiałość w działaniu. Dysponując sumą dziewięciu milionów dolarów uzyskanych z okupu za uwolnienie porwanego biznesmena, PVP zamierzała właśnie przejść do szeroko zakrojonej ofensywy militarnej, której celem było wznowienie walki partyzanckiej w Urugwaju, gdy plany te pokrzyżował zamach stanu w Argentynie, stanowiącej zaplecze organizacyjne grupy.”
Na innym miejscu książki: „…PVP pragnęła zająć miejsce bezczynnych Tupamaros, przeprowadzając wewnątrz Urugwaju śmiałą kampanię akcji zbrojnych i działań propagandowych… We wrześnie 1976 roku argentyńscy i urugwajscy komandosi zorganizowali obławę, w wyniku której schwytano kolejną dużą grupę Urugwajczyków mieszkających w Argentynie. Wśród dwudziestu ośmiu zatrzymanych byli niemal wszyscy członkowie zbrojnego skrzydła PVP… Żadnego z członków PVP schwytanych w tej drugiej obławie nie spotkano już więcej żywego. Powiększyli oni szeregi zaginionych bez wieści.”

Dodaj komentarz