Czechosłowacki Dąbrowszczak, który się na czas opamiętał
Rezydentura czechosłowackiego wywiadu w stolicy Urugwaju, Montevideo, została utworzona w 1961 roku i funkcjonowała do 1977 roku. Nie oznacza to jednak, że czechosłowacki wywiad (cześć StB – Służby Bezpieczeństwa Państwowego) nie interesował się Urugwajem wcześniej.
Podobnie jak np. w Argentynie, gdzie przed powstaniem rezydentury w 1952 roku działało już pod koniec lat 40. kilku agentów (m.in. ambasador Alexander Kunoši, który dodatkowo współpracował z wywiadem radzieckim[1]), StB operowała w Montevideo za pośrednictwem swoich agentów na długo przed założeniem legalnej rezydentury.
Adolf Štern
Do tej pory udało mi się zidentyfikować dwóch agentów, za których pośrednictwem Służba Bezpieczeństwa (Státní bezpečnost) starała się kontrolować zachowanie i działania tzw. kolonii czechosłowackiej w Montevideo – czyli głównie pracowników urzędu przedstawicielskiego i przedstawicielstwa handlowego, z zadaniem pracy na odcinku emigracji (czeskiej i słowackiej). Nie chodziło zatem o żadną pracę ofensywną ani wpływanie na urugwajską politykę, choć – jak zobaczymy – StB mogła mieć i takie zakusy.
Przyjrzyjmy się bliżej jednemu z owych pierwszych agentów Służby Bezpieczeństwa działających w odległym Montevideo.
Od października 1951 roku w Montevideo działał agent „Eusebio”, wcześniej umieszczony w Buenos Aires, gdzie został pozyskany do współpracy z StB i kierowany w Argentynie właśnie przez Kunošiego (agenta „Camilo”). W Buenos Aires „Eusebio” służył jako łącznik z agentem „Bonifacio”. Był to współpracownik oddelegowany do infiltracji słowackiej emigracji separatystycznej, który miał za zadanie następnie przenieść się do USA. Szczegółowe informacje o „Eusebiu” odnajdujemy w teczce o nr rej. 20198.
Był to sprawdzony i niezawodny komunista – Adolf Štern. Urodzony w 1913 roku w rodzinie żydowskiej, absolwent czterech klas szkoły elementarnej, miał za sobą dość burzliwe życie. W latach 30. pracował w Jugosławii jako subiekt handlowy. Następnie odbył zasadniczą służbę wojskową w Koszycach. Po jej zakończeniu, w 1936 roku, wyjechał do Hiszpanii. Był interbrygadzistą, walczył w Hiszpanii w latach 1936–1939, gdzie dosłużył się stopnia kapitana w jednostce Dąbrowszczaków. Później przebywał we Francji i Maroku (w obozach internowania), skąd dotarł do Anglii, gdzie służył w szeregach czechosłowackiej armii zagranicznej. Do partii wstąpił w 1945 roku (według własnych słów był komunistą od 1936 r.). Biegle posługiwał się językiem hiszpańskim, serbskim, węgierskim, niemieckim i częściowo angielskim.
Siatka agenturalna w Buenos Aires: Magdalena = Mořic Rappaport, Camilo = Alexandr Kunoši, Eusebio/Enrique = Adolf Štern, Bonifacio = Mikuláš Szabo. (z teczki prowadzonej przez StB na Adolfa Šterna)
Latem 1945 roku kapitan Adolf Štern pełnił funkcję oficera łącznikowego przy armii francuskiej, a w sierpniu w Austrii zidentyfikował i doprowadził do aresztowania Vojtecha Tuki, słowackiego zbrodniarza wojennego[2].
Po wojnie Adolf Štern wrócił do Czechosłowacji, prowadził własny sklep wielobranżowy w Komárnie, a od 1948 roku był w służbach Komitetu Słowackiego Frontu Narodowego. W 1949 roku, po ukończeniu czteromiesięcznego szkolenia w zakresie handlu zagranicznego, rozpoczął pracę w Ministerstwie Handlu Zagranicznego, skąd został oddelegowany do Argentyny.
Z akt śledczych StB z lat 50., prowadzonych wobec różnych trockistów, burżuazyjnych nacjonalistów i syjonistów, wynika, że Šternowi w karierze pomogli niektórzy komuniści-interbrygadziści, których jednak zmiotła fala procesów pokazowych. Należeli do nich m.in. Ladislav Holdoš czy Josef Pavel. Ich losy – Holdoš został aresztowany w 1951 roku i wykluczony z partii, Josef Pavel został aresztowany 2 lutego 1951 roku – miały niewątpliwie wpływ na postawę i poglądy Šterna w dalekiej Ameryce Łacińskiej, do czego jeszcze wrócimy.
W ocenach kadrowych Adolf Štern był charakteryzowany jako nieustępliwy, inicjatywny, uczciwy, charakterny, bezpośredni, nietaktowny, wybuchowy, pochopny i narwany.
W Montevideo centrala zmieniła mu pseudonim na „Enrique”. O tym, że jego praca wywiadowcza w Montevideo miała mieć charakter ofensywny, świadczą instrukcje, w których organ prowadzący (podpisujący się jako „Bohumil”) z Pragi nakłaniał agenta, by w Urugwaju spróbował nawiązać kontakty w kręgach rządowych i urzędniczych. Miał przesyłać do centrali informacje osobach z tych kręgów, z naciskiem na ich dane osobowe, charakterystykę polityczną i osobistą, warunki rodzinne i finansowe, zamiłowania, słabości, konflikty z innymi osobistościami oraz ich kontakty z innymi wpływowymi osobami. Czyli tutaj można już wyśledzić ambicje wywiadu do pełnowartościowej pracy szpiegowskiej w Urugwaju.
Jednak już w styczniu 1952 roku z Pragi do Montevideo przyszło pismo, w którym Ministerstwo Handlu Zagranicznego odwołuje Šterna z funkcji i wzywa go z powrotem do Czechosłowacji. Agent „Enrique” zareagował na to dopiero w marcu, kiedy listownie oznajmił, że zdecydował się pozostać w Urugwaju. Korespondencja ta zachowała się we wspomnianej teczce prowadzonej na Šterna i warto przytoczyć kilka dłuższych cytatów, ponieważ rzucają światło na jego motywację osobistą, ale także na działalność komunistycznych służb szpiegowskich w Argentynie i Urugwaju.
Štern w liście zaadresowanym bezpośrednio do ministra handlu zagranicznego wyjaśnia, że wstąpił do partii komunistycznej w 1936 roku (czyli w Hiszpanii) „z czystego przekonania, że partia komunistyczna jest prawdziwym bojownikiem o wolność, postęp i że ZSRS jako awangarda walczy dla dobra wszystkich narodów, małych i wielkich”. Dalej krytykuje brak zainteresowania Sowietów losem uwięzionych we Francji interbrygadzistów[3].
Czyli wspomina o pierwszej deziluzji, kiedy zawiodła go postawa Związku Sowieckiego wobec losu internowanych międzynarodowych uczestników hiszpańskiej wojny domowej. Ale najmocniejsza część listu przychodzi wkrótce potem (w tłumaczeniu trudno oddać charakter języka, którym Štern się posługiwał, chodziło o mieszankę czeskiego ze słowackim, bez znaków diakrytycznych):
„Jednak prawdziwą twarz naszych rosyjskich »sojuszników« poznałem w służbie zagranicznej, gdzie miałem możliwość działać z nimi osobiście. Ich wyniosła natura i arogancja całkowicie zgadza się z nazistami. Mogę Panu powiedzieć, Panie Ministrze, że rosyjscy dyplomaci żądali wielokrotnie, abym wydał im akta dotyczące mojej pracy. Tak np. w październiku ub. r. tutejszy rosyjski attaché handlowy, p. Podogow, imperatywnie żądał ode mnie wydania kopii mojego projektu urugwajsko-czechosłowackiej umowy bankowej, włącznie z listą towarów. Tego odmówiłem zrobić z uwagą, że jesteśmy samodzielnym państwem i dopóki umowa nie będzie podpisana, uważam to za tajne. Także odmówiłem mu wydania listy naszych przedstawicieli handlowych, o co także żądał. Było mi jasne więc, że ten niepowołany pan (niepowołany dla mnie, dla Pana może powołany) kontroluje mnie, tak jak tutejszy rosyjski tytularny szef wysłannictwa, p. Alexejev, kontroluje i rozkazuje dr. Jezkowi. Tak np. dr Jezek nie szedł na żadną recepcję, dopóki nie poradził się Alexejeva, lepiej powiedziawszy, dopóki mu to ten nie pozwolił. Jezek, w odróżnieniu ode mnie, oczywiście gorliwie go słuchał. Jest po prostu do tego przyzwyczajony. W czasie okupacji gorliwie słuchał Niemców i harował w niemieckim banku w Ołomuńcu aż do rozpaczania. U mnie się p. Ruskie brzydko pomylili. Ja Niemcom pięt nie lizałem, za wyzwolenie republiki uczciwie walczyłem, za co zostałem odznaczony odznaczeniem złotej gwiazdy I stopnia. Zatem nie mam nawet dziś potrzeby lizać pięt, chociaż są to nasi wyzwoliciele panowie Rosjanie.
Jestem głęboko przekonany, że odwołujecie mnie na rozkaz tutejszego rosyjskiego wysłannictwa, co jest niesłuszne i jasno pokazuje to, że jesteśmy niesamodzielnym państwem. Nie robię Panu osobiście żadnych wyrzutów, nieposłuchanie Stalina kosztowałoby Pana kark, tak jak w przypadku Slánskiego, Clementisa itd. – których kat Zápotocký – Čepička na pewno na rozkaz Kremla powieszą. Martwi mnie tylko to, że Pana dekret odwołujący był tak suchy, jak gdyby chodziło o jakiegoś sługę. Podobny ton listu nie był wysyłany do pracowników w służbie zagranicznej nawet za czasów przedmonachijskiej republiki. Wiem, że Pan tego listu nie stylizował, stylizował go Pana kadrowiec p. Čada, który za niemieckiej okupacji był gorliwym nazistą. Dziś oczywiście jest wszechmocnym panem ministerstwa i ma z pewnością większą moc niż Pan sam.
Pracowałem tutaj uczciwie dziennie 15–16 godzin. Niedziel i świąt nie znałem. Tym oszczędziłem państwu ogromne sumy w dewizach. Oprócz pracy attaché handlowego wykonywałem funkcję delegata wszystkich naszych spółek monopolowych. Całe dnie biegałem po urzędach i kupcach, a wieczorami do późnych godzin pisałem na maszynie. Żądałem pomocy, która nigdy nie przyszła. Żądałem przydziału samochodu, nie przysłaliście, tymczasem Loveckowi i Kuliskowi przysłaliście po jednym aucie, mimo że tamtejsze wysłannictwo miało dalsze wozy. Ja musiałem płacić taksówki z mojego mizernego płacy, nieraz te wydatki czyniły więcej niż połowę mojej dziennej płacy. Zwrotu za wydatki na podróże nigdy nie przysłaliście, mimo że wielokrotnie o to prosiłem. Co wszystko zrobiłem w Montevideo, nie będę Panu tutaj w liście wyliczał, o tym jasno mówią statystyki o urugwajsko-czechosłowackim handlu zagranicznym za rok 1951. Oprócz tego, o mojej pracy jasno mówią Pana listy, w których wyraża Pan pełne zadowolenie z moich osiągniętych wyników w Urugwaju.
Uświadamiając sobie obecną sytuację w domu i znając moją otwartą naturę, uważam mój czyn za całkowicie słuszny. Mam dwoje dzieci, które chcę w spokoju wychować i bez strachu, że mnie jednej nocy obudzą »przyjaciele« z NKWD i powloką na wieczny spokój.
W załączeniu przesyłam rozliczenie z Paysandú i proszę, abyście to łaskawie przekazali Investie w Pradze, do rąk inż. Mladejovskiego. Jeśli chodzi o wydatki na cele Bonifacio, tę rzecz przedyskutujcie z »Bohumilem«. Sam nie wiem, kto ten pan jest, jednak według jego dwóch listów, które mam u siebie, chodzi o pracownika ministerstwa bezpieczeństwa państwowego. Z pozostałych dokumentów, które mam przypadkiem pod ręką, wiem, że te pieniądze służą celom szpiegowskim w Argentynie. Tutaj przypominam, że Investa, lepiej powiedziawszy Škodovka, okradała swoich monterów w Paysandú z ich płacy tylko po to, aby te pieniądze użyła na cele wywrotowe, przy czym do tej pracy używano dyplomatów. Škodovka pobierała za jednego montera 21 dolarów, podczas gdy im było wypłacane tylko 18,60 pesos. Powiedzcie, Panie Ministrze, czy to jest socjalistyczne postępowanie? Wiedzą o tym robotnicy w domu? Oczywiście, że nie.
Dalszy załączony list jest przeznaczony wspomnianemu panu »Bohumilowi« i proszę, abyście go łaskawie wspomnianemu przekazali. Z należytym szacunkiem, Adolf Štern”
Wyjaśnienia:
Alexejev – Nikołaj Borysowicz Alexejew, radziecki dyplomata ur. 1912, w latach 1952–1954 był pełnomocnym przedstawicielem ZSRR w Urugwaju (http://www.knowbysight.info/AAA/00945.asp).
Ów „Bohumil” wspomniany w wyżej cytowanym liście to funkcjonariusz wywiadu w praskiej centrali StB, który tym pseudonimem podpisywał listy instruktażowe adresowane do Šterna.
Wywiadowi Štern wysłał tę jednoznaczną wiadomość, zaczynającą się słowami „Szanowny Nieznajomy”:
„To, co w listach piszecie i to, co w domu propagujecie, jest w całkowitej sprzeczności z tym, co w rzeczywistości robicie. Najlepiej to człowiek pozna w służbie dyplomatycznej. Podaję tutaj tylko kilka przypadków.
-
Mówicie o pokoju, a sami robicie zamęt. Wysyłacie dyplomatów za granicę nie po to, aby umacniali przyjaźń z naszymi narodami, czeskim i słowackim, ale wysyłacie ich wyłącznie tylko na prowadzenie działalności szpiegowskiej. Już w 1949 roku wysłaliście za granicę dyplomatów – wyszkolonych szpiegów. Wiem pozytywnie o tym, że Kalvoda i Richard Falbr[4] przedtem niż opuścili Pragę do Argentyny i Caracas odpowiednio, byli wyszkoleni przez ministerstwo spraw wewnętrznych i uzbrojeni w tajne szyfry. Dziś oczywiście jest daleko gorzej, ponieważ nowych dyplomatów, których zrekrutowaliście w fabrykach, uczycie nie tylko szpiegostwa, ale także dajecie im absolutne »pouvoir« kontrolować swoich własnych starszych kolegów w urzędach przedstawicielskich. Przed ich wyjazdem za granicę wmawiacie im nienawiść wobec państw zachodnich w takim stopniu, że ci ludzie przychodzą na swoje stanowiska całkowicie zaślepieni i wszystko widzą czarno, nawet jeśli chodzi wyraźnie o rzecz dobrą. Powiedzcie szczerze, czy to jest jakiś sposób postępowania? Czy takie działanie umacnia relacje między narodami? Przy tym trzeba dodać, że ci nowi dyplomatycy nie są ludźmi z czystym sumieniem. Wielu z nich, a to większość, w czasie okupacji gorliwie pracowała dla niemieckich okupantów. To oczywiście Wam dziś nie przeszkadza, główna rzecz jest taka, aby ślepo wykonywali Wasze diabelskie polecenia.
Mówicie, że mocarstwa zachodnie robią dyskryminację w handlu zagranicznym. Ja z kolei, i to z praktyki twierdzę, że dyskryminację robicie Wy na rozkaz Kremla. Widziałem tego dosyć przez okres trzech lat w Argentynie, ale głównie w Urugwaju. Chcielibyście kupować ważny surowiec i kompensować go biżuterią albo lekkimi produktami, które dziś każde najzacofane państwo samo produkuje. Nie wykona attaché handlowy takiego zadania, jest uważany za trockistę, sabotażystę i sługusa zachodniaków. Na tę rzeczywistość zwróciłem uwagę naszym urzędom (patrz mój list do MHZ [Ministerstwa Handlu zagr. przyp. aut] z sierpnia 1952), że na dłuższą metę nie da się prowadzić podobnych rzeczy i że Urugwaj raz zauważy, że za skóry i wełnę dostarczamy szkło, biżuterię i inne niepotrzebne artykuły dla Urugwaju. Jeśli raz Urugwaj zakaże wywozić swoje surowce za podobne produkty, zaczniecie nucić swoją ulubioną piosenkę, że pod naciskiem USA Urugwaj nie chce handlować z Czechosłowacją. Jednym słowem powiedziawszy, że dyskryminację w tym kierunku robicie Wy, a nie Zachód.
-
Mówicie o sprawiedliwości społecznej. Powiedzcie, ile płacicie robotnikowi, a ile płacicie pracownikom w spółkach monopolowych. Podczas gdy robotnik dostaje miesięcznie 4–5000 Kčs, pisarka w sp. mon. dostaje aż 6000, a kiedy jest młoda i piękna, dostanie jeszcze więcej. O wysokich urzędnikach nawet nie mówię. Gdzie jest zatem Wasza polityka społeczna wobec robotników? Jako markantny przypadek podaję monterów Škodovki w Paysandú, za których ten zakład pobiera 21 dolarów dziennie, podczas gdy im jest wypłacane tylko 18,60 pesos dziennie, zatem tylko jedna trzecia. Reszta idzie na cele szpiegowskie.
Podane fakty są niezaprzeczalne i nie do obalenia nawet Waszą goebbelsowską propagandą.
Żądam, abyście powiadomili Investę w Pradze o przekazaniu 15 000 pesos Bonifacemu 27 stycznia 1952 roku oraz o dalszych 17 000 pesos, które na Wasz rozkaz oddałem dr. Jezkowi z uwagą, że o użyciu tych pieniędzy będzie specjalną pocztą powiadomiony. Wiem oczywiście, dokąd te pieniądze idą. Są oczywiście przeznaczone na dalszą działalność Bonifacego w USA, dokąd ma najbliżej na Wasz rozkaz odjechać. Że tak jest, Panie BOHUMILU?
Jednocześnie żądam, abyście nie gadali tyle o pokoju światowym, będzie lepiej, kiedy sami pokażecie czynami, że w pokoju z pozostałymi narodami chcecie rzeczywiście żyć. Nie terroryzujcie ludzi w domu tylko dlatego, że żądają więcej chleba i więcej wolności. Nie zamykajcie ludzi, którzy słusznie krytykują ZSRR za wyzyskiwanie naszego gospodarki. Jeśli tak nie zrobicie, możecie być pewni, że sami robotnicy, o których się dzisiaj tyle opieracie, jednego pięknego dnia wyrzucą Was z Waszych wygodnych foteli.
Z poważaniem, Adolf Štern”
Štern swoje odejście do emigracji nagłośnił– pisała o tym urugwajska prasa; z tego wywiad musiał wywnioskować, że organom policyjnym mógł zdradzić, iż czechosłowacki urząd przedstawicielski prowadzi oprócz czynności dyplomatycznych i handlowych także działalność szpiegowską. Tym właściwie na pewien czas działalność wywiadu w tym kraju sparaliżował. Znak zapytania wisiał także nad utajnieniem „Bonifacego” jako agenta StB. Zagrożeni byli także agenci „Lopez” w Argentynie i „Farkaš” w Wenezueli, ponieważ właśnie tych Štern znał i mógł ich w związku z tym „wsypać”.
Hiszpański etap życia Šterna bardzo szczegółowo opisuje artykuł na stronie AABI (Asociación de Amigos de las Brigadas Internacionales), gdzie jest także bogata dokumentacja archiwalna ze źródeł hiszpańskich i sowieckich, obrazująca karierę Šterna w szeregach armii republikańskiej. Autor artykułu znalazł nawet wnuka mieszkającego w Urugwaju, od którego otrzymał dwa zdjęcia i uzupełniające informacje. Według nich Štern w Urugwaju otworzył jakąś wytwórnię pluszowych misiów; zmarł w 1973 roku.
StB Adolfa Šterna w Urugwaju nie śledziła ani nie starała się go odszukać. Jego teczka była w 1966 roku przez wywiad kontrolowana i podjęto decyzję o jej archiwizacji.
Dodajmy, że w ramach procesów politycznych lat 50., w związku z interbrygadzistami nazwisko Šterna pojawia się w kilku aktach śledczych – zawsze w związku z podejrzeniem o trockizm czy syjonizm. Jest niemal pewne, że gdyby Adolf Štern wrócił do Czechosłowacji, skończyłby na ławie oskarżonych – jako były interbrygadzista i równie że ze względu na swe żydowskie pochodzenie.

Można spekulować o tym, że jako mniej znacząca postać, otrzymałby zapewne mniejszy wyrok i mógłby zostać zrehabilitowany już w pierwszej fali odwilży, jak np. Josef Pavel (w 1955 r.), ale to jest tylko hipoteza opierająca się na pewnej analogii losów Šterna, Pavla czy np. Bedřicha Hájka. W więzieniu byłby z całą pewnością znęcany, torturowany, zatem swoją emigracją Adolf Štern uniknął okrutnego losu, który spotkał jego przyjaciół i protektorów. Ponieważ z Ameryki Południowej żywo korespondował z Geminderem (i Holdošem), mógł skończyć nawet jako jego wspólnik i otrzymać najwyższy wyrok…
W każdym razie pewne jest, że A. Štern miał informacje z Czechosłowacji i doskonale ocenił sytuację, dlatego zdecydował się emigrować, co być może uratowało mu życie. Z cytowanych listów jest oczywiste, że już nie mógł dłużej być komunistą, że poznał imperialistyczną naturę radzieckiego modelu komunizmu i że dokładnie zrozumiał także powojenną praktykę, kiedy Czechosłowacja stała się posłusznym wasalem ZSRR.
Vladimír Petrilák
[1] Historia Alexandra Kunošiego (1908–1962) była smutna aż tragiczna. W 1951 roku został odwołany z Argentyny, gdzie był ambasadorem, do Czechosłowacji i wkrótce znalazł się w areszcie śledczym. Miał być sądzony wraz ze swoim protektorem Vlado Clementisem; z tego wprawdzie ostatecznie zrezygnowano, ale w areszcie spędził długi czas, podłamało mu to zdrowie, prawdopodobnie był także torturowany. Został wprawdzie zwolniony bez postawienia zarzutów, ale musiał odejść ze służb Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zrehabilitowany został dopiero pośmiertnie.
[2] Proces z Vojtechem Tuką w 1946 roku, FEDORČÁK Peter. The trial of Vojtech Tuka in 1946. Individual and Society, 2015, Vol. 18, No. 4.
[3] Ten motyw krytyki ZSRR za postawę wobec internowanych interbrygadzistów znajdujemy zapisany w aktach śledczych prowadzonych na Josefa Pavla, gdzie w jednym z zeznań wspomniano niejakiego Fukana, który w obozie w Gurs „wśród interbrygadzistów szerzył destrukcyjne mowy, że byliśmy tylko armatnim mięsem w Hiszpanii, a teraz zostaliśmy przez partie komunistyczne i ZSRR pozostawieni na pastwę losu” (zeznanie Jaroslava Škarvady w aktach śledczych Josefa Pavla). [4] Obaj byli rzeczywiście prowadzeni jako agenci wywiadu, J. Kalvoda z pseudonimem „Lopez” (nr rej. teczki 44527), R. Falbr z pseudonimem „Farkaš” (nr rej. 20069). Zob. https://stbnobrasil.blogspot.com/2026/06/sit-cs.html
https://www.brigadasinternacionales.org/2021/11/03/adolf-stern-2/ Štern

Dodaj komentarz